wtorek, 14 października 2025

Kopa del Sol

Październikowy terminarz okazał się nazbyt gęsto zapisany sprawami do załatwienia, tym bardziej więc ucieszyłem się, gdy udało mi się wygospodarować kilka skromnych godzin, żeby wyrwać się na samotne szwendanie. Do wyboru była tylko najbliższa okolica Głuchołaz, postanowiłem więc przejść się choć kawałek niebieskim szlakiem prowadzącym z Pokrzywnej na Biskupią Kopę. Deszcz mżył, drzewa jesienniały, szlak był zupełnie pusty, a ja w plecaku miałem baton i kuchenkę, żeby zaparzyć gdzieś w drodze herbaty.


Krótką wędrówkę zacząłem w Cichej Dolinie, która aktualnie cicha nie jest - została parkingiem dla ciężkich maszyn, które wraz ze sztabem ludzi pracują nad przywróceniem tego miejsca do stanu sprzed ubiegłorocznej powodzi. I choć na pierwszy rzut oka nie widziałem tu jakiś spektakularnych efektów godnych zaprzęgniętych do pracy maszyn i środków, wierzę, że wkrótce to miejsce znów będzie ciche i piękne. Z ręką na sercu muszę też przyznać, że przegapiłem tu jakiś zakaz, czy tabliczkę informującą o zamknięciu szlaku - lub jej po prostu z tej strony nie było. Natknąłem się natomiast na taką w połowie swojej wędrówki.

Pierwotnie początkowa część szlaku wiodła szeroką, szutrową drogą. Dziś jednak w wielu miejscach niepozorny, biegnący wzdłuż strumyk postanowił zagrabić sobie jej przestrzeń meandrując nowym zakolami. Faktycznie trzeba było zachować pewną ostrożność, żeby nie wpaść gdzieś dwa metry w dół. Na szczęście drewniany most ostał się bez problemu, a dalej już przywitało mnie dawne wyrobisko kamieniołomu szarogłazu ze sławetną drabinką. Pokręciłem się tu swoim zwyczajem nieco dłużej podziwiając przepiękne skały i oplatającą ją przyrodę, która zdawała się nie zwracać uwagi na fakt, że w kalendarzu już dość zaawansowana jesień. 

Wdrapałem się zatem nad wyrobisko i pomaszerowałem dalej w górę szlaku. Niestety deszcz zaczął sygnalizować, że z mżenia i dżdżu ma zamiar zmienić w regularny opad. Znając szlak wiedziałem, że najbliższe schronienie znajduje się jeszcze dość kawałek drogi stąd. Odpuściłem więc herbaciane plany i po sprawdzeniu mapy zdecydowałem się zejść ze szlaku na rzecz leśnego duktu, który w pierwszych kilometrach okazał się solidnie rozjechany przez ciężki sprzęt do tak zwanej gospodarki leśnej. Początkowo obiecująca droga skończyła się niespodziewanie na polanie, którą stworzyła ewidentnie sama natura obalając w tym miejscu dziesiątki drzew. Po chwili błądzenia znalazłem jednak dalszą drogę, która dość stromo, acz skutecznie, doprowadziła mnie już bezpośrednio do parkingu i samochodu. Zrzuciłem więc mokrą kurtę i buty ciesząc się, że chociaż tę chwilę mogłem odpocząć na szlaku, zostawiając kłębiące się myśli daleko za sobą.  


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Śmiało, zostaw komentarz :)