sobota, 30 maja 2026

Kap, człap

Ponieważ już raz odpuściliśmy wyjście w góry ze względu na warunki atmosferyczne i była to wtedy bardzo słuszna decyzja, głód tylko narastał. Tym razem jednak nie zamierzaliśmy rezygnować uprzednio uważnie przestudiowawszy kapryśne i zmienne prognozy pogody. Miało być mokro, krótko i intensywnie i tak też było.

niedziela, 22 lutego 2026

Robert Kasprzycki w Paskudofonii

Gdy tylko dowiedziałem się, że Robert Kasprzycki ponownie zagości w gliwickiej Paskudofonii, natychmiast otwarłem jej stronę internetową i rozpocząłem polowanie na start sprzedaży biletów. Najlepsze koncerty w tej kameralnej salce znikają bowiem w oka mgnieniu. Sam zaś Robert niestety zdecydowanie zbyt rzadko zagląda ostatnio na Śląsk, więc sami rozumiecie. 

piątek, 9 stycznia 2026

Wilki - Mistycznie

Żadna to tajemnica, że w młodości słuchało się zarówno Wilków, jak i Roberta Gawlińskiego solo. Przerażające jest natomiast to, jak abstrakcyjnie dawno temu to było. Jednak kolejne albumy zachowały przez lata niezmienną świeżość i zaskakując, jak wiele przebojów udało się temu charyzmatycznemu muzykowi wykreować. W końcu też Wilki postanowiły zakręcić się na Śląsku, nie było więc rady - wybrałem się na ich koncert z ich ogromną fanką i moją małżonką w jednej osobie. Swoją drogą jej ciągłe niedowierzanie, że znam twórczość Roberta zasługuje na osobny wpis - ale o tym może kiedyś indziej.

sobota, 8 listopada 2025

Listopadowy duet za październik

Plany były ambitne, jednak październik nie miał litości i minął, nim dobrze zdążyliśmy się zorganizować. Dlatego w listopadzie postanowiliśmy nie czekać i zaatakować już z początku długiego weekendu. Prognozy pogody nie były zachęcające, obraliśmy więc możliwie najrozsądniejszy (jak na nasze standardy), znany nam szlak. I tylko kompania odchudziła się tego dnia do duetu, co nie przeszkadzało jednak zdeptać kilkunastu kilometrów górskimi duktami. 

wtorek, 14 października 2025

Kopa del Sol

Październikowy terminarz okazał się nazbyt gęsto zapisany sprawami do załatwienia, tym bardziej więc ucieszyłem się, gdy udało mi się wygospodarować kilka skromnych godzin, żeby wyrwać się na samotne szwendanie. Do wyboru była tylko najbliższa okolica Głuchołaz, postanowiłem więc przejść się choć kawałek niebieskim szlakiem prowadzącym z Pokrzywnej na Biskupią Kopę. Deszcz mżył, drzewa jesienniały, szlak był zupełnie pusty, a ja w plecaku miałem baton i kuchenkę, żeby zaparzyć gdzieś w drodze herbaty.