piątek, 9 stycznia 2026

Wilki - Mistycznie

Żadna to tajemnica, że w młodości słuchało się zarówno Wilków, jak i Roberta Gawlińskiego solo. Przerażające jest natomiast to, jak abstrakcyjnie dawno temu to było. Jednak kolejne albumy zachowały przez lata niezmienną świeżość i zaskakując, jak wiele przebojów udało się temu charyzmatycznemu muzykowi wykreować. W końcu też Wilki postanowiły zakręcić się na Śląsku, nie było więc rady - wybrałem się na ich koncert z ich ogromną fanką i moją małżonką w jednej osobie. Swoją drogą jej ciągłe niedowierzanie, że znam twórczość Roberta zasługuje na osobny wpis - ale o tym może kiedyś indziej.

W Mieście Ogrodów meldujemy się na chwilę po otwarciu wejścia dla publiczności. Wyjątkowo kąsający mróz sprawia, że bez zastanowienia od razu kierujemy się na salę, choć do koncertu została bez mała cała godzina. Na scenie trwają ostanie przygotowania, a sala bardzo leniwie, acz skutecznie się zapełnia. Entuzjazm narasta, scenografia skromna, acz ciekawa, a liczne instrumenty czekające już na scenie intrygują i zachęcają do snucia domysłów. W końcu sala zapełniła się do ostatniego miejsca, a na scenę wkroczyli muzycy.
Tutaj dodam, że od początku sugerowałem się tytułem trasy i liczyłem na doprawdy mistyczne doznania. Tymczasem wybór utworów bynajmniej nie był z tych wolnych i pełnych zadumy - wręcz przeciwnie. Zresztą małżonka już wcześniej dawkowała mi informacje czego się spodziewać i psując nieco pełne zaskoczenie. Mistyczna była jednak przewodnia myśl większości utworów, z których dobrej połowy nie znałem. Cóż, trzeba się przyznać, że miałem swoje ulubione w playliście i raczej nie sięgałem po całe albumy. Nie psuło mi to jednak ani odrobinę dobrej zabawy - w końcu nie zawsze trzeba znać każde słowo piosenki i czasem nawet pomaga to we wsłuchiwaniu się w tekst i muzykę. Dziś jednak nieco do życzenia pozostawiało nagłośnienie dość trudnej, pamiętającej głęboki PRL sali. Muzyka owszem, brzmiała całkiem dobrze, wokal jednak co rusz zlewał się w jednolitą masę z instrumentami, co tylko pogłębiał sam Robert, który zwykł machać na scenie statywem z mikrofonem tak, że pierwsze rzędy pewnie drżały ze strachu, czy aby nie dostaną zaraz w głowę tym customowym uchwytem na mikrofon.
Skoro jednak już poruszamy kwestię instrumentarium, to na scenie, jak już wcześniej wspomniałem,  zagościło go całkiem sporo. Zawiodłem się jednak srogo, bowiem o ile gitary, perkusja i klawisze faktycznie brzmiały w niemal każdym utworze, to niestety dęciaki były wykorzystywane raczej zachowawczo. A szkoda, bo uszami wyobraźni słyszałem, jak w kolejnych utworach zabrzmieć mogła jeszcze trąbka, czy flet. Swoją drogą, czy aby przypadkiem już w jakiś aranżacjach ich tam nie było - temat do sprawdzenia. Zresztą tak naprawdę najlepiej słychać było tylko gitary, a cała reszta po prostu się gubiła gdzieś w tle.
Ech, chyba się starzeję i staję coraz bardziej surowy i wymagający względem koncertów. A może trzeba wymagać i ta coraz większa świadomość tego, co dzieje się na scenie jest całkiem dobra? Bo ostatecznie bawiłem się naprawdę dobrze, a koncert znakomicie budował napięcie aż po finałowe numery. Zazgrzytał mi jednak bis, który poprzedził pytanie publiczności co mamy zagrać, po czym zespół i tak przystępował do z góry zaplanowanego repertuaru. I tu dochodzimy do podsumowania repertuaru, który jak dla mnie mistyczny był w stopniu niewielkim. Szumna zapowiedź, że będą to raczej nie grane na co dzień utwory również nas nie do końca przekonała. I nawet jeśli w mojej głowie dość płynnie miesza się twórczość Wilków z solowymi pomysłami Roberta Gawlińskiego, to jestem w stanie wysupłać z pamięci kilka, moim zdaniem, bardziej mistycznych utworów. 
Cóż zatem powiedzieć na sam koniec? Bawiliśmy się dobrze, choć niedosyt mocno przesłania nam nawet najlepsze momenty koncertu. Czyżbyśmy nabrali się na tani chwyt marketingowy obiecujący naprawdę niecodzienny repertuar i intymną atmosferę ukrytą pod hasłem Mistycznie? Chyba prawdy się nie dowiemy i pozostanie nam jedynie naiwnie wierzyć, że tak właśnie zagrane utwory interpretuje sam artysta. A my, mimo wszystko, wypatrywać kolejnych koncertów Wilków będziemy dalej - tyle że już bez niepotrzebnych oczekiwań i emocji.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Śmiało, zostaw komentarz :)