niedziela, 14 kwietnia 2013

Zdążyć na maj

"To był dobry dzień, taki, co zdarza się czasem" nuciłem cicho wracając łamiącym stereotyp brudnego i spóźnionego PKP Elfem Kolei Śląskich. Przyjemna podróż w wiosennym słońcu z miejsca, w którym się dziś obudziłem, do swojej codzienności, która wcale nie wydawała się dziś tak szara i przytłaczająca, jak zwykle. Wiosna za oknem i w sercu, takie duchowe katharsis w skali makro, które od poniedziałku będzie już tylko miłym wspomnieniem.

piątek, 12 kwietnia 2013

I znów się kręci

Poranny deszcz wg. naszego zamówienia zmienił się szybko w słoneczne i wyjątkowo ciepłe, piątkowe popołudnie - tak, Zabrzańska Masa Krytyczna tym razem mocno się postarała, co niewątpliwie przełożyło się na piękną frekwencję, czyli niemal pół setki uśmiechniętych rowerzystów. Wraz więc z Agą i Jankiem ruszyliśmy na pl. Wolności przywitać się z tym zacnym gronem i chwilę później ruszyć ze wszystkimi w niemałym peletonie ciesząc się fantastyczną pogodą i doborowym towarzystwem. Zresztą, co tu dużo się rozpisywać - koniecznie przyjedźcie za miesiąc sami się przekonać, jak przyjemnie można się bawić zwyczajnie jadąc głównymi ulicami miasta gdy nad bezpieczeństwem czuwają zabrzańscy policjanci.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Kolej na wiosnę

Wiosna nie potrafi się zdecydować, czy nadejść, czy nie, postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce. Znaleźć kogoś chętnego do wspólnego, krótkiego wypadu po okolicy było wyjątkowo trudno, ostatecznie jednak Janek uległ namowom i ruszył się, by solidarnie brnąc przez błotniste ścieżki odnaleźć jakiś dowód na to, że kalendarz faktycznie nie kłamie i jest już kwiecień, a nie późny listopad lub luty.
Pobliskie stawy przywitały nas głębokim błotem i podtopionymi łąkami, na które z góry łypał zdezorientowany bocian, który co jakiś czas energicznie przekładał kolejne gałązki w swoim gnieździe. My natomiast dobrnęliśmy jakoś do asfaltu i ruszyliśmy w stronę wiaduktu, a później dalej, przez Biskupice w stronę koksowni Jadwiga i tamtejszego dużego przejazdu kolejowego, gdzie spędziliśmy kolejne kilkanaście minut, których niech podsumuje kilka kiepskich zdjęć z telefonu...
"Prosiaczek" ET22-2011 w barwach PKP Cargo

Bardzo ciekawy skład: ST44-1203 (Cargo), 3E/1M-368 (barwy DLA Wrocław, wypoż. przez Kolprem), TEM2-034 (Kolprem) - cała trójca "na chodzie", czyli spalinowóz, elektrowóz i spalinowóz. Pierwszy raz widzę taki układ ciągnący pełne węglarki.

SA138-005C (Newag 220M/221M, barwy Kolei Śląskich - relacja Bytom-Gliwice)

Klasyka gatunku - "Gagarin" M62-1292 w klasycznych barwach Rail Polska

piątek, 5 kwietnia 2013

Gdzie jest wiosna?

"Wiosna" to słowo, które z coraz większym wytęsknieniem powtarza coraz większe grono osób, a już chyba najczęściej grono miłośników dwóch kółek, którym pozostaje na pocieszenie oglądać w niedzielę wyścig Paris - Roubaix. Na szczęście jest jeszcze w miesiącu kilka pretekstów, by nawet w najgorszą pogodę porwać się na szaleństwo i wsiąść na rower. Dziś był właśnie taki pretekst - Gliwicka Masa Krytyczna. Umówiłem się zatem z Piernikiem by odkurzyć nasze jednoślady i upstrzyć je odrobiną pośniegowego błota.
Start nie należał do przyjemnych, bo okazało się, że z moich dętek systematycznie znika powietrze, czego przyczyny jeszcze nie znalazłem. Wypad zaczął się więc od pompowania kółek tak, by móc dojechać na pierwszą stację benzynową i tam już osiągnąć pożądane minimum 3,5 atmosfery. Następny przystanek zaledwie kilometr dalej, by odebrać od Kubusha kilka drobiazgów, o których więcej innym razem, by chwilę później ruszyć już z kopyta w stronę Gliwic zgarniając po drodze Skuda. 
Na miejsce dotarliśmy z bezpiecznym zapasem czasu dzięki całkiem przyzwoitej prędkości jaką rozwijaliśmy jadąc dla odmiany głównymi arteriami miasta. Na pl. Krakowskim czekało już całkiem sporo rowerowych zapaleńców, przywitaliśmy się wiec z wszystkimi po czym ruszyliśmy ponad dwudziestoosobowym peletonem w nietypową dla odmiany trasę wokół Gliwic.
Świetna atmosfera towarzyszyła nam przez cały przejazd, a nawet dłużej, gdy po przyjeździe urządziliśmy sobie jeszcze krótką bitwę na śnieżki. I niech mi ktokolwiek powie, że nie warto było wyrwać się na chwilę z domu na rower...
Zdjęcia dzięki uprzejmości Goofy'ego.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Od cywilizacji uciec na chwilę

Gdy znajomym zaczynają w domu płakać dzieci, a przynajmniej jedna maleńka i urocza istota, a innym czas ogranicza rytm powrotów z pracy z jednej i rozsądna godzina położenia się spać z drugiej strony, trzeba ratować się szybkimi spacero-marszami i śladowymi ilościami tego, co się lubi. Zatem dziś wybraliśmy się na intensywny spacer do lasu pod pretekstem wyprowadzenia Mony - husky Kubusha.
Zebraliśmy więc cały nasz minimalistyczny "survival pack", czyli kuchenki z demobilu, kubek, wodę i pakiet deserowy z francuskiej racji żywnościowej, aby choć dziesięć minut móc cieszyć się absolutnym brakiem cywilizacji i możliwie niewielką ilością telefonów ze świata zewnętrznego. Telefonów jednak uniknąć się nie dało, a przejaw cywilizacji słychać było z oddali, nie mniej pójście w ślad za sarnami zaowocowało znalezieniem naprawdę dobrego miejsca do obserwacji niemal całego lasu wokół, samemu będąc dobrze ukrytym przed wzrokiem nieproszonych gości.
Od lewej:  ESBIT, kuchenka Armii Szwajcarskiej, oraz mikro z francuskiej racji.
Rozłożyliśmy nasz minimalistyczny sprzęt i testowo postanowiliśmy zmierzyć czas, jaki zajmie doprowadzenie wody do wrzątku na trzech różnych kuchenkach w wersjach minimum. Bezsprzecznym faworytem byłaby tu kuchenka gazowa, my jednak celowo jej nie zabraliśmy.
Wygrała więc żelowa kuchenka polowa Armii Szwajcarskiej z wynikiem około 5 minut. Z ciekawszych obserwacji: tak, metalowa puszka też się nagrzewa, oraz tak, jest niestabilna gdy zapada się w śniegu, oraz tak, w ogóle jest niestabilna.
Drugie miejsce przypadło kuchence polowej Kocher ESBIT BW z paliwem stałym w formie tabletek, sztuk dwie. Tu wielkim atutem jest kompaktowy rozmiar - cała konstrukcja złożona, z dwudziestoma tabletkami wewnątrz jest wielkości paczki papierosów. Konstrukcja jest też bardzo stabilna.
Ostatnie zaś miejsce przypadło konstrukcji z francuskiej racji żywnościowej - wygiętej blaszce, która pozostaje już w tej formie "na zawsze", przez co zajmuje sporo miejsca, a krawędziami zaczepia o wszystko wokół. Zapalona tabletka paliwa stałego sprawiła, że konstrukcja zapadła się w śniegu, a roztopiony śnieg zgasił paliwo - trzeba było się ratować ustawieniem konstrukcji gdzieś wyżej.
Wnioskiem pobocznym była wyższość kubka "za cztery złote" ze stali nierdzewnej nad aluminiowym, który odprowadzał ciepło szybciej, niż kuchenka była w stanie je wytworzyć, przez co woda z ledwością się zagotowała. Bogatsi o te wnioski ruszyliśmy żwawo ku siedzibom ludzkim, płaczącym dzieciom, dzwoniącym telefonom i hałasem ulic snując kolejne plany kolejnej, przynajmniej godzinnej eskapadzie z dala od cywilizacji.