sobota, 18 maja 2013

Komary everywhere!

Gdy człowiek z pracy do domu na weekend się spieszy, na pewno nie zdąży zgodnie z planem. Podobnie i ja - wyszedłem z pracy później, niż zakładał plan, przez co uciekł mi autobus, który miał mnie zabrać do Tarnowskich Gór. Nie ma jednak tego złego, jak się okazało, bo Johnny i Kubush też złapali opóźnienie na trasie i nie zdążyliby zgarnąć mnie z dworca bez zbędnej gonitwy z czasem. Swoją drogą Ci dwaj wariaci już od rana ganiali po lesie i uzbierało im się już ponad 20 kilometrów, a przed nami jeszcze niemal dziesięć było. 

piątek, 10 maja 2013

Pomarańczowa rewolucja bibliotekarzy

Raz w roku, w ramach przedłużonego świętowania "Dnia Bibliotekarza", który wypada dokładnie ósmego maja, odbywa się ogólnopolska, szalona akcja "Odjazdowy Bibliotekarz". Dla tych, którzy nie mieli przyjemności uczestniczyć w pierwszej edycji już śpieszę z wyjaśnieniem, że bibliotekarze gdzieś w Polsce wpadli na pokręcony pomysł, by wyjść spomiędzy pachnących papierem i kurzem półek i regałów na zewnątrz i przewietrzyć swoje osowiałe umysły. A że rower nadaje się do tego najlepiej, pomysł sam się wymyślił i tak powstało ekstremalne połączenie bibliotekarz-rowerzysta.

środa, 1 maja 2013

Jest czas

Pół przytomny zmęczeniem z dnia poprzedniego zwlokłem się z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze, by doprowadzić się do stanu używalności, wchłonąć szybkie śniadanie i zarzucić na plecy plecak z ekwipunkiem - tak, po dniu na rowerze przyszedł czas rozprostować nogi na górskich szlakach i przekonać się, co jest bardziej męczące. Plan aktywnego wypoczynku po wczorajszym, kwietniowym prologu, dziś wskakuje na właściwe tory majowego weekendu, który przywitał nas całonocną ulewą i poranną mżawką dającą nadzieję na pogodny dzień - cóż za naiwna nadzieja.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Z wiatrem i pod wiatr

Nie oszukujmy się, każdy ma takie miejsce, do którego lubi wracać na przekór temu, jakby daleko ono nie było. Dla mnie to szczególne miejsce leży mniej więcej 60 kilometrów od domu, na wysokości 400 metrów nad poziomem morza, czyli jak nie trudno się domyśleć jest to Góra św. Anny. A tak się składa, że w głowie miałem kilka spraw, które wymagały przemyśleń i "babcinej pomocy" św. Anny, postanowiłem więc niezależnie od przeciwności w końcu Ją odwiedzić. Spakowałem więc w kieszenie swoje problemy i prośby bliskich, a do sakwy bardziej przyziemną strawę i niezbędnik tego, co na rowerze przydać się może.

wtorek, 23 kwietnia 2013

O krok od celu

Dwa lata to spory kawałek czasu, w którym nie jedna rzecz potrafi ulec destruktywnemu wpływowi otoczenia. W przypadku mojego roweru - Morfiny - awarii ulegały kolejne elementy tej skomplikowanej układanki, a pierwsze i najbardziej awaryjne od zawsze były dętki. Dużo by tu wspominać, że pierwszego kapcia złapałem już pierwszego dnia, gdy wsiadłem na zupełnie nowy rower, zaledwie kilkaset metrów od domu. Później kolejno posłuszeństwa odmówiły hamulce, które zastąpiły hydrauliczne, na początku zaś roku linka przedniej przerzutki, która przed wymianą trzymała się już na dwóch ostatnich włosach.